Okonie w płytkich zbiornikach

Słońce już mocno grzało, gdy kończyłem wyprawę wędkarską. Z połowu byłem więcej niż zadowolony – przez kilka godzin aktywnego spinningu udało mi się wyciągnąć z wody niemal trzydzieści okoni. Mój znajomy, który w tym czasie odpoczywał w porcie, spojrzał na mnie zaskoczony i zapytał, dlaczego zamiast nastawiać się na karasie lub liny, które właśnie dobrze żerują, męczę się z okoniami. Uśmiechnąłem się tylko. Miałem ku temu swoje powody – przede wszystkim cenię sobie emocje, jakie daje walka z okoniem na lekkim zestawie. Po wakacjach spędzonych na statycznym łowieniu z gruntu czy na spławik potrzeba mi ruchu i aktywności, a spinning idealnie to zapewnia.

Wrzesień to świetny czas na łowy tego pasiaka – szczególnie gdy pogoda dopisuje. Choć największe okazy łowi się w głębokich, przejrzystych jeziorach o twardym dnie, moje ulubione łowisko wygląda zupełnie inaczej. To płytkie, muliste jezioro porośnięte gęstą roślinnością, typowe dla linów i szczupaków. Na rekordowe sztuki nie ma co liczyć, choć trafiają się okonie ważące około kilograma. Zazwyczaj jednak dominują mniejsze osobniki, tzw. „patelniaki”, które stanowią główny cel spinningistów.

W takich warunkach kluczowy jest dobór odpowiedniego sprzętu. Wędzisko długości od 2,7 do 3 metrów, o wyrzucie do 15 g, pozwala skutecznie manewrować przynętą pomiędzy roślinami. Do tego lekki kołowrotek z precyzyjnym hamulcem i nawinięta cienka żyłka 0,16 mm albo plecionka 0,06 mm. Na końcu zestawu obowiązkowo agrafka z krętlikiem – drobiazg, ale niezbędny.

Jeśli chodzi o przynęty – preferuję drobne obrotówki, najczęściej w rozmiarach 00 do 2, z obowiązkowym czerwonym akcentem. Do większych modeli dodaję czerwony twister na kotwicy, a do mniejszych dorabiam chwost z czerwonej wiskozy. Oprócz obrotówek mam też w zanadrzu mini wahadłówki, samodzielnie wykonane na wzór starych gnomów czy alg, które dawno już wyszły z mody. Rippery i twistery o długości 3–7 cm oraz małe woblerki (2,5–4 cm) również znajdują miejsce w moim arsenale. Nie zapominam też o podstawowym wyposażeniu: szczypczykach, wypychaczu, podbieraku i drobnych akcesoriach jak kółeczka czy agrafki. A że w trzcinowiskach czai się szczupak, zawsze mam pod ręką mocniejszy przypon, by nie tracić przynęt.

Najlepsze efekty osiągam w słoneczne dni z lekkim wiatrem. Czasami sprawdzają się także dni pochmurne i ciepłe, nawet z drobnym deszczem. Natomiast gdy wieje zimny północny wiatr, lepiej zostać w domu.

Na wodzie jestem już o świcie. Mam swoje sprawdzone miejscówki, które zawsze starannie obławiam. Czasem już pierwszy rzut przynosi rybę. Wtedy warto zakotwiczyć i dokładnie przeszukać każdy obszar w zasięgu rzutu – nie pomijając nawet najkrótszych dystansów. Roślinność wodna tworzy naturalne kryjówki, w których często czają się okonie. Przynętę prowadzę aż pod samą łódkę – nie raz zdarzyło mi się, że ryba zaatakowała ją właśnie w ostatnim momencie, przy wynurzaniu.

Bywa jednak i tak, że okonie są aktywne, ale niechętne do ataku. Wtedy sięgam po małe woblerki, przypominające ukleje lub płotki. Ich skuteczność rośnie, gdy przynętę prowadzę z urozmaiceniem – krótkie zatrzymania, zmiany tempa, delikatne szarpnięcia często wywołują reakcję drapieżnika.

Są też miejsca na moim jeziorze, gdzie dno jest twardsze, a głębokość dochodzi do 3 metrów. Przez te rejony prowadzi kanał, którym latem przepływają statki. We wrześniu gromadzą się tam największe okonie. W takich sytuacjach najchętniej sięgam po „gumki” – perłowe rippery z czerwonym ogonkiem i ciemnym grzbietem. Prowadzę je skokami po dnie, przerywając co kilka metrów. Jeśli nie ma brań, zmieniam kolorystykę i rozmiar, aż trafię w gust ryb.

Czasem jednak nawet najlepsze techniki zawodzą – okonie są obecne, ale całkowicie pasywne. W takich chwilach wyciągam swoją „tajną broń”: tandem przynęt. Okonie, polujące stadnie, reagują na dynamikę i ruch. Gdy zobaczą jednego osobnika „uciekającego” z ofiarą, często same dołączają do ataku. Właśnie na tym bazuje tandem – zestaw dwóch wabików, z których jeden udaje ściganą rybkę. Niejednokrotnie przekonałem się, że to rozwiązanie działa rewelacyjnie, zwłaszcza w dni, gdy ryby są ospałe.

Zobacz także