Okoń na żywca
Z końcem października cichną odgłosy ptaków wędrownych – gęsi i żurawi – które udały się już na zimowe wędrówki. Rzadko już można wypatrzyć czaplę przemykającą między trzcinami. Roślinność wokół jeziora stopniowo zamiera, przygotowując się na nadejście zimy. W samym jeziorze również zachodzą zmiany – znikają liście grążeli i grzybieni, które jeszcze niedawno pokrywały wodną taflę. Ich kłącza, ukryte głęboko w mule, będą czekać na cieplejsze dni, by znów wypuścić młode pędy. Rośliny przybrzeżne, jak pałki czy trzcina, również zakończyły wegetację – ich resztki rozwiewa wiatr. Atmosfera staje się cicha i spokojna.
To właśnie późna jesień, choć często surowa, jest dla mnie najpiękniejszym czasem wędkarskim. To okres, gdy drapieżniki intensywnie żerują, gromadząc zapasy energii na zimowe miesiące. Wśród typowych dla tej pory obrazów często można dostrzec uklejki wyskakujące nad powierzchnię, uciekające przed atakami grubych, głodnych okoni.
Właśnie wtedy sięgam po wędki i ruszam na spotkanie z tymi barwnymi drapieżnikami. Ich zielono-oliwkowe ciała, poprzecinane ciemnymi pręgami, oraz intensywnie czerwone płetwy czynią z nich jedne z najpiękniejszych ryb w naszych wodach. Do tego są wyjątkowo łapczywe – potrafią atakować przynętę z zaskakującą regularnością przez długie godziny.
Mniejsze osobniki można znaleźć w pobliżu brzegów, przy ujściach cieków wodnych, wśród trzcin lub w okolicach pomostów. Większe okazy zamieszkują głębsze partie dużych jezior – tam, gdzie warunki sprzyjają ich dorastaniu. Największe, rekordowe sztuki często prowadzą samotniczy tryb życia i pojawiają się przy żerujących ławicach tylko sporadycznie. To właśnie na nie poluje większość doświadczonych wędkarzy. Choć sam najczęściej używam spinningu, muszę przyznać, że w listopadzie lepsze rezultaty przynosi lekka żywcówka.
W łowieniu z dużych jezior łódź staje się niezbędna – najlepiej wyposażona w silnik, co pozwala na szybkie przemieszczanie się w poszukiwaniu ryb. Pomocna bywa również lornetka – nieraz już z daleka udało mi się zauważyć, że w danym miejscu okonie rozpoczęły intensywne żerowanie.
Najpewniejsze łowiska w listopadzie to stoki podwodnych wzniesień – tak zwanych górek – o szczytach na głębokości około trzech metrów i podstawach sięgających nawet dziesięciu. Dobrze znać topografię dna, a jeśli takiej wiedzy brak, warto zaopatrzyć się w sonar i cierpliwie przeszukiwać dno. Zwykle trud się opłaca – nagrodą są piękne, grube okonie. Szczególnie obiecujący bywa południowy stok, choć warto obłowić całą górkę – duże sztuki mogą przebywać w znacznej odległości od stad.
Mój sposób łowienia
Zestaw z żywcem zarzucam w pobliżu stoków podwodnej górki, choć rejon wierzchołka również bywa skuteczny. Głębokość prowadzenia przynęty ustalam empirycznie, zwykle zaczynając od 0,5–1 metra nad dnem. Jeśli wiem, że okonie są aktywne w danym miejscu, sukcesywnie zmieniam głębokość, aż trafię na właściwą. Branie rozpoznaję po powolnym zanurzeniu spławika. Wtedy delikatnie, lecz zdecydowanie zacinam – zbyt mocne szarpnięcie mogłoby uszkodzić delikatny pysk ryby.
Wybór żywca
Najlepiej sprawdzają się małe uklejki, słonecznice oraz karasie. Te ostatnie często przynoszą największe sztuki – są na tyle duże, że odstraszają mniejsze drapieżniki, dzięki czemu tylko największe okonie decydują się na atak. Uklejki i słonecznice uzbrajam przez górną wargę pojedynczym haczykiem, natomiast karasie zaczepiam na kotwiczce pod grzbietową płetwą.
Sprzęt, który polecam
Używam wędziska o długości 3,6 metra, wyrzucie 10–40 gramów i wadze 245 gramów – idealnego do precyzyjnych rzutów lekkim żywcem. Jego półparaboliczna akcja świetnie sprawdza się przy holowaniu walecznych okoni. Kołowrotek o stałej szpuli, szybki, z żyłką 0,18 mm – długości około 100 metrów – stanowi komplet. Do uklejek stosuję haczyki nr 4 lub 6 z długim trzonkiem, a do karasi – kotwiczki nr 6 lub 8.
Jesienna woda jest przejrzysta, dlatego zestaw powinien być dyskretny. Spławik o wyporności 2,5–5 gramów, dobrany do wielkości przynęty, spełni swoją rolę. Nie zapominam też o solidnym podbieraku – duży okoń to przeciwnik, którego nie warto podnosić na samej żyłce. Zdarzyło mi się nie raz, że próba wyjęcia ryby ręką kończyła się skaleczeniem – kolce grzbietowe i pokrywy skrzelowe bywają naprawdę ostre.
Jesień to też czas chłodu i deszczu, dlatego odpowiedni strój wodoodporny jest obowiązkowy. W temperaturach poniżej 5°C przemoczone ubranie szybko kończy każdą wyprawę.






