Leszcze nocą
Wędkarstwo gruntowe po zmroku to jedna z bardziej ekscytujących form połowu ryb. Szczególnie interesującą i wymagającą techniką jest tu metoda odległościowa. Chciałbym podzielić się naszymi spostrzeżeniami i wynikami wspólnych wypraw z moim towarzyszem.
Początki naszej przygody rozpoczęliśmy od starannego wyboru łowiska. Znalezione miejsce w pełni odpowiadało temu, co opisywała literatura fachowa – spokojna zatoka ukryta za pasem trzcin, niedostępna dla większości wędkarzy. Dno zbiornika miało tam formę schodków – zaczynając od głębokości około 3 metrów, przechodziło przez kolejne półki na głębokościach 6–7 oraz 10–12 metrów. Takie ukształtowanie dna, bez roślinności i pokryte cienką warstwą mułu, uznaliśmy za idealne żerowisko dla białorybu.
Zanętę wybraliśmy bez większych dylematów – konserwowa kukurydza wydała się najlepszym rozwiązaniem na start. Początkowo nęciliśmy dyskretnie podczas popołudniowych wypraw spinningowych, podrzucając ziarno w wybrane miejsce z łodzi. Po tygodniu przygotowań przyszedł czas na próbę. Wybraliśmy się na pierwsze nocne łowienie, zaopatrzeni w białe i czerwone robaki. Niestety, mimo starań, nie doczekaliśmy się żadnego brania aż do zmroku.
Kolejnym etapem była modyfikacja zanęty do samego połowu. Szukaliśmy mieszanki, która pobudzi ryby do żerowania, ale nie nasyci ich zbyt szybko. Z pomocą przyszła stara receptura – połączenie śrut: kukurydzianej, sojowej i z łubinu słodkiego w równych proporcjach. Całość zalewaliśmy wrzątkiem i gotowaliśmy przez około pół godziny, ewentualnie zagęszczając otrębami pszennymi. Taki miks okazał się bardzo skuteczny, mimo że składniki nie były w pełni ugotowane.
Zanętę dopracowaliśmy, przyszedł czas na dostosowanie sprzętu. Pierwszym problemem była słaba skuteczność zacięć. Standardowe zestawy odległościowe okazały się zbyt delikatne. Wzmocniliśmy więc nasze zestawy, co wymusiło również zastosowanie przeciążonych ciężarków i dłuższych przyponów – nawet do 70 cm. Przy nocnych połowach stosowaliśmy także świecące nasadki, co przy dużych odległościach wymagało solidnego zestawu.
Nocne wędkowanie z łodzi to wyprawa wymagająca odpowiedniego przygotowania. We wrześniu noce bywają chłodne i wilgotne, dlatego warto zadbać o ciepłe, nieprzemakalne ubranie oraz dobre oświetlenie. Wbrew powszechnemu przekonaniu, światło nie odstrasza ryb – zauważyliśmy, że zapalone przed zmrokiem, raczej sprzyja brań niż im przeszkadza.
Podczas łowienia często widywaliśmy leszcze spławiające się przy samej łodzi. Co ciekawe, niemal każdej nocy na pierwszej półce (3–7 m) dominowały drobne ryby – płocie i mniejsze leszcze. Prawdziwa gratka zaczynała się jednak nieco głębiej. Na zboczu drugiego uskoku, na głębokości około 11 metrów, co noc pojawiało się stado dorodnych leszczy. Żerowały tam tylko raz – przez 30 do 40 minut – ale w tym czasie można było liczyć na kilka naprawdę okazałych sztuk. Godzina ich pojawiania się zmieniała się w zależności od pogody, lecz ich wizyta była regularna.
Próbowaliśmy również łowić metodą drgającej szczytówki, ale nie przyniosła ona rezultatów. Najprawdopodobniej przeszkadzały przepływające ryby, które poruszały żyłkę, powodując fałszywe brania.
Podsumowując – nocne wędkowanie tą metodą, szczególnie w sierpniu i wrześniu, może przynieść naprawdę piękne okazy. Wymaga jednak cierpliwości, systematycznego nęcenia i solidnego przygotowania. Dla tych, którzy nie poddadzą się po pierwszych niepowodzeniach, nagroda z pewnością będzie warta wysiłku.
